piątek, 11 grudnia 2015

Przygoda z aparatem ortodontycznym ;)

  Całkiem niedawno temu zaczęłam leczenie ortodontyczne. Znalazłam odpowiednią (moim zdaniem) panią ortodontkę. Na wizytę zapisałam się,z tego co pamiętam, jakieś dwa-trzy tygodnie przed wizytą. To krótko,biorąc pod uwagę,że gdy chciałam zapisać się do drugiej,trzeba było czekać prawie...5 miesięcy. Nie było pewne jednak czy ta pierwsza ortodontka mnie przyjmie,gdyż nie było wolnych miejsc. Także zostałam zapisana ,,na trzeciego''. Wyczekałam się ponad godzinę,ale zostałam przyjęta :D  Pani ortodontka obejrzała moje ząbki,wytłumaczyła mi troszkę o aparatach,odpowiedziała na kilka moich pytań a także umówiła mnie na drugą wizytę (9.11. bodajże)  

Jeszcze ,,niezadrutowana'' ja

Na drugiej wizycie musiałam już mieć zdjęcia RTG. Ortodontka obejrzała zdjęcia i wytłumaczyła mi co się dzieje z moimi zębami :) Miałam mieć zakładane gumeczki separacyjne,ale termin następnej wizyty był za długi i gumeczki by mi prawdopodobnie wypadły za wcześnie czy coś :D Chciałam,żebym aparat miała zakładane w gabinecie do którego będę chodziła na wizyty kontrolne. Z racji tego,że pani doktor przyjmuje też w innym miejscu,zapisała mnie na wizytę 1 grudnia do innego gabinetu.


Na trzeciej wizycie ortodontka ,,wylepiła mi babki z moim zębów'' jak to określiła :D  Odlew nie był bolesny,jedynie co to może trochę nieprzyjemny,ale dało się przeżyć. Szczerze mówiąc myślałam,że będzie gorzej. Potem miałam zakładane gumeczki separacyjne,które na pierwszy rzut oka wyglądają całkiem miło. Zakłada się je przed ,,szóstką'' i za ,,szóstką''. Ból zaczął się właściwie kilka godzin po ich założeniu. Najgorsze były 2-3 pierwsze dni z nimi. Przy gryzieniu strasznie bolało,więc...jadłam bardziej płynne jedzenie. I jeszcze co mnie zadziwiło, bolały nie tylko zęby znajdujące się koło ,,szóstek'',tylko nawet ,,jedynki'' :( Jak do tej pory najgorsze w leczeniu ortodontycznym były właśnie te niebieskie gumeczki,które miały za zadanie zrobić miejsce na pierścienie aparatu. 



W końcu na czwartej wizycie (7.12.) miałam zakładany aparacik ;D  Zakładanie nie bolało. Od razu miałam zakładaną górę i dół,więc trwało to troszkę dłużej (około 50 minut). Następnie ortodontka wyjaśniła mi jak dbać o aparat. Dostałam od niej ,,zestaw aparatki'',w którym znajdowała się specjalna szczoteczka do zębów, mini szczoteczka do zębów,szczoteczka,którą czyści się przestrzenie między zębami a drutem,a także zamki,wosk ortodontyczny,nić dentystyczna,igły (ale nie takie zwykłe :D), lustereczko takie okrągłe z długą rączką (takie,jak mają dentyści)oraz klepsydra,która wskazuje ile czasu mam szorować ząbki. Dostałam, tzn właściwie musiałam kupić ;) Gdy zeszłam z fotela,miałam uczucie strasznie wielkich ust.W rzeczywistości nie było tego widać. Po dwóch dniach nie miałam już tego uczucia. Pierwsze trzy dni z aparatem były...hmm dziwne. Gdy jadłam coś twardziejszego albo myłam zęby troszkę bolały mnie okolice zamków. Gdy nie robiłam nic zęby nie bolały mnie nic a nic,jednak pierścienie wżynały mi się w język (Ałaa!). Do tej pory zresztą mam ,,obtarty'' język,ale na szczęście jest coraz lepiej :)

Jaa w aparacie

Mimo lęku,że ludzie będą coś mówić na temat mojego aparaciku,nic takiego nie miało miejsca! Niektórzy po prostu się trochę dziwili,tzn. byli zaskoczeni, niektórzy mówili,że pasuje mi on,a niektórzy udawali,że go nie widzą lub po prostu nie zwracali na to uwagi :)


2 komentarze: